środa, 26 lipca 2017

UCZNIU, ZRÓB TO SAM, bo zależy mi na Tobie - cz. I


Zmotywowani, chętni do współpracy i zaangażowani w aktywności lekcyjne uczniowie, którzy samodzielnie tworzą treści i materiały dydaktyczne; wypoczęty, zmotywowany i dumny ze swoich uczniów nauczyciel, który nie spędza wielu godzin na żmudnych przygotowaniach do zajęć, bo nie musi już niczego drukować, kserować, wycinać ani laminować ...

Nie, to nie fragment książki science-fiction dla nauczycieli, ale rzeczywistość. Rzeczywistość lekcyjna, którą każdy z nas może stworzyć przy odrobinie cierpliwości, uporu i odwagi, aby zmienić swoje przyzwyczajenia i błędne przekonania. Nie z lenistwa - wręcz przeciwnie, z "pracowitości" i dla dobra uczniów, bo wbrew pozorom, szczególnie na początku trzeba się nieźle napracować, aby zmodyfikować czy wręcz całkowicie  odwrócić do góry nogami dotychczasowe metody i tryb pracy, w których, mimo najszczerszych chęci wyręczaliśmy niepotrzebnie ucznia.
Warto spróbować również dla własnego nauczycielskiego dobra - nikt z nas nie pogardzi i na pewno dobrze wykorzysta dodatkowe minuty czy nawet godziny zaoszczędzone na braku konieczności wcześniejszego przyjścia do pracy, późnego z niej wyjścia czy długich przygotowań w domu. 


Dlaczego "UCZNIU ZRÓB TO SAM"?

Jako początkujący nauczyciel myślałam, że jeśli przeznaczę sporą ilość czasu na precyzyjne przygotowania do zajęć, projektowanie różnego typu materiałów, zapoznawanie się i stosowanie coraz to nowszych narzędzi, to wówczas efektywność moich zajęć będzie bardzo wysoka. Niemniej jednak, po latach, na podstawie auto-obserwacji własnych nauczycielskich poczynań, analizowaniu pracy innych nauczycieli i uczniów, "przerobieniu" sporej ilości podręczników, zeszytów ćwiczeń i podejść w nauczaniu języków obcych, doszłam do wniosku, że intensywność wkładu pracy nauczyciela w przygotowania do lekcji, bogactwo odtwórczych zadań podręcznikowych,  jest przeważnie odwrotnie proporcjonalna do intensywności aktywizowania uczniów oraz ich twórczej aktywności, a wiąże się to z tym, że im więcej pracy wykona nauczyciel i im więcej luk do wypełnienia w zeszycie ćwiczeń, tym mniej pracy zostaje dla ucznia, który ma ograniczoną przestrzeń do nabywania nowej wiedzy i umiejętności. Wyręczając ich w większości aktywności i podsuwając praktycznie gotowe rozwiązania różnych problemów, niestety pozbawiamy ich wielu istotnych możliwości.

Dlatego moją główną odpowiedzią na pytanie: Dlaczego "uczniu, zrób to sam"?, jest przede wszystkim to, że zależy mi na Tobie i Twoim rozwoju, i ponieważ chcę żebyś:

  • był aktywnym twórcą materiałów
  • miał wpływ na przebieg i treści lekcji
  • zaproponował i zajmował się tym, co Cię faktycznie interesuje
  • przekonał się, że Twoja praca jest ważna, potrzebna i pozytywnie wpływa na pracę,  umiejętności i wiedzę innych uczniów
  • uwierzył w swoje możliwości, stał się bardziej pewny i dumny z siebie
  • głębiej przetwarzał materiał, przez co więcej doświadczał i zapamiętywał
  • miał przestrzeń do rozbudzania swojej kreatywności
  • rozbudzał motywację wewnętrzną
  • dostrzegał korzyści płynące z samodzielnej pracy, stał się bardziej świadomy i odpowiedzialny za swoją naukę
  • wykształcił w sobie pozytywne nastawienie do przedmiotu
Zależy mi również na jakości i efektywności mojej pracy, a także na tym, aby inni nauczyciele:
  • zaoszczędzili czas i pieniądze
  • zredukowali częstotliwość korzystania z odtwórczych materiałów, tzw. „gotowców”
  • odciążyli swoje nauczycielskie torby
  • zredukowali ilość pomocy dydaktycznych, na które nie ma miejsca w klasie czy domu
  • delegowali czynności uczniom
  • zaproponowali swoim uczniom alternatywę dla standardowych zadań
  • dysponowali rozwiązaniami, które można zastosować w sytuacjach awaryjnych kiedy zawodzi szablonowy plan działania
  • urozmaicili dotychczasowe formy pracy
  • pobudzili swoją kreatywność
  • uwierzyli, że można popatrzeć na własną pracę i pracę ucznia z innej perspektywy
  • wdrażali strategie wspierające rozwój ucznia pod kątem umiejętności XXI wieku takie jak: produktywna współpraca z innymi; pobudzanie kreatywności; wprowadzanie twórczych pomysłów w życie; dzielenie się z innymi; zaangażowanie w innowacyjne działania, które przynoszą korzyści innym; przejęcie części odpowiedzialności za uczenie się; zdobywanie i selekcjonowanie informacji w celu opracowywania rozwiązań; korzystanie z technologii informacyjno-komunikacyjnych, itp.
Jeśli chodzi o mnie to etap pierwszych zmian mam już za sobą - wymyślałam różne sposoby, wdrożyłam je, sprawdziłam, troszkę się i uczniów "pomęczyłam", ale dzięki temu wiem, jak cenna była zmiana podejścia z wyręczania ucznia na usamodzielnianie go. Pod koniec roku szkolnego usłyszałam nawet od 8-letniej Martynki takie słowa: "A dlaczego Pani nic nie robi, a my tyle musimy tak ciężko pracować?" Przyznam, że w pierwszej chwili dziwnie się z tym komentarzem poczułam, tym bardziej, że zawsze słyszałam od uczniów komentarze w stylu "Ale musiała się Pani napracować" albo "Pani to sama wszystko zrobiła?", i co wcale nie nie było dla mnie czymś, z czego mogłabym się cieszyć, bo to nadal nie było to, do czego dążyłam, czyli możliwie jak największej aktywizacji ucznia. Jednak to ja "się narobiłam", a uczniowie, co prawda z tego skorzystali i mieli ciekawą lekcję, która im się podobała, ale nie wykonali najważniejszych czynności - samodzielnego poznawania, wnioskowania i tworzenia, niezbędnych do głębokiego przetwarzania informacji, czyli pełnowartościowego uczenia się. Co więcej, świadczyło to też o tym, że nie posiadałam jeszcze zadowalających mnie umiejętności zarządzania potencjałem indywidualnych uczniów czy grupy.

Na komentarz Martynki zareagowałam jednak spokojnie, bo dotarło do mnie, że to najlepszy feedback, jaki mogłam dostać po tych kilku miesiącach wprowadzania zmian. Zapytałam ją i inne dzieci o to, co myślą o takiej formie pracy, czy zauważyły jakieś różnice w porównaniu do innych form pracy, jakie mieli okazję doświadczyć, co im się w tym podoba, a co nie, itp. Odpowiadali, że dużo się uczą, sporo zapamiętują, sama po ich pracy widziałam większe zaangażowanie  i wiele innych pozytywnych i bardzo mile widzianych zjawisk, o jakich napisałam wyżej. Sama również wyjaśniłam skąd taka zmiana - Martynka była nieobecna na zajęciach przez dłuższy czas, więc przegapiła parę informacji, a na te wszystkie wyjaśnienia odpowiedziała jednym znaczącym "Ahaaaa!" i powróciła do przygotowywania wyszukiwanki słów :) To nie jedyna odpowiedź zwrotna -  otrzymywałam podobne od wszystkich uczniów, a co więcej rodziców, z którymi również rozmawiałam na ten temat i którzy pozytywnie odnieśli się do tego typu form pracy. 

Zamierzam więc kontynuować praktykowanie  koncepcji i ulepszać ją w nadchodzącym roku szkolnym. Dodam jeszcze jedną rzecz, aby nie być źle zrozumianą - tu nie chodzi o lenistwo, "picie kawy" na zajęciach, siedzenie i nic nierobienie. Wręcz przeciwnie - jest to intensywna praca nauczyciela, która nie polega  na tłumaczeniu, mówieniu, prezentowaniu, dzieleniu się informacjami, ingerowaniu, itp., ale stwarzanie warunków i przestrzeni dla ucznia, na byciu a nim tu i teraz, świadomym monitorowaniu jego poczynań, obserwowanie jego pracy i rozwoju, towarzyszenie im w ich samodzielnej pracy, wyciąganiu wniosków i planowaniu zajęć tak, aby to oni mówili, prezentowali, dzielili się wiedzą, współpracowali ze sobą, czyli po prostu robili. Do tego potrzeba sporej wiedzy, umiejętności i doświadczenia, które pozwala odsunąć swoją osobę i podręcznik na bok, i postawić ucznia w centrum.

Uczniu, zrób TO sam! 
"TO"czyli co?

"Uczniu, zrób to sam", to takie podejście, w którym uczeń wie, że nauczyciel zapewnia mu możliwość i bezpieczną daleką od krytyki przestrzeń do swobodnego działania, uczenia się, nabywania nowych doświadczeń, gdzie docenia jego samodzielne próby rozwiązywania różnych problemów/zadań/kwestii. Oczywiście nie oznacza to pozostawianie ucznia na pastwę losu. Rolą nauczyciela w takim układzie jest monitorowanie i bycie "pod ręką", służenie pomocą, ale nie wyręczaniem - pomocą w postaci pytań, sugestii, opcji do rozważenia, nienachalnego pokierowania ucznia na dobre tory.

Aby wdrożyć takie podejście w codzienną praktykę należy stale zadawać sobie pytanie, kiedy i co faktycznie uczeń może zrobić sam, lub odwrotnie, w co my nie musimy koniecznie ingerować jako nauczyciele. Zamiast słowa "zrób" można użyć wszelkich innych czasowników oznaczających jakąkolwiek aktywność lekcyjną i zastanowić się, jak uczniowie mogliby ją wykonać.

Zrób to sam, czyli pomyśl sam, zaproponuj to sam, zasugeruj to sam, zapytaj o to sam, odpowiedz na to sam, powiedz to sam, przygotuj to sam, otwórz to sam, zamknij to sam, włóż to sam, wyciągnij to sam, wytnij to sam, przyklej to sam, ściągnij to sam, znajdź to sam, przynieś to sam, pomóż koledze sam, przeczytaj to sam, sprawdź to sam, przetłumacz to sam, posłuchaj to sam, dowiedz się sam, włącz to sam, dopilnuj tego sam, uzupełnij to sam, itd.

Uczniu, zrób TO sam! 
Ale jak?

Przede wszystkim samodzielnie, tak jak chcesz i jak potrafisz.
Na to pytanie odpowiadam i dołączam sporo pomysłów w drugiej praktycznej części pt.:



Co sądzicie o takim podejściu? Jak to wygląda na Waszych zajęciach? Na ile procent szacujecie wkład pracy Wasz a na ile Waszych uczniów jeśli chodzi o aktywizację na zajęciach? Na ile procent oceniacie przestrzeń jaką zapewniacie swoim uczniom do samodzielnej, twórczej pracy? Pracy polegającej na samodzielnym szukaniu informacji, samodzielnym tworzeniu własnych materiałów, własnych treści; rozwiązywaniu zadań i problemów, które nie polegają na uzupełnianiu luk, łączeniu gotowych elementów, ale takich, w których to uczeń przejmuje pałeczkę, samodzielnie tworzy krzyżówkę, tekst, grę, prezentację, zadanie do wykonania dla swojego rówieśnika, i inne?





Dla mnie osobiście to bardzo ważne podejście, godne uwagi i wdrożenia.

Jak pisałam na łamach czasopisma "Cool School", nr 4, str. 45-48  "O  tym,  jak wielki potencjał  mają  uczniowie i co dotychczas było w nich  uśpione, przekonamy się  jedynie  wtedy, kiedy zapewnimy im warunki  do  tego,  aby odważyli  się myśleć  i  działać bardziej  kreatywnie i samodzielnie, po to aby mieli  większy  wpływ  na  to  jak  wygląda lekcyjna  rzeczywistość". Co więcej, mimo iż nawet Konfucjusz żyjący przed naszą erą, już wtedy uświadamiał istotę uczenia się poprzez doświadczanie: "Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż  mi, a zapamiętam. Pozwól mi zrobić, a zrozumiem.", to nadal w wielu wypadkach metodyka nauczania oscyluje wokół "robienia wszystkiego za ucznia",  co nie przynosi oczekiwanych efektów.

Oczywiście zmiana nie jest łatwa, ale na pewno możliwa.  O potencjalnych problemach, obopólnych korzyściach  pisałam jakiś czas temu na łamach bloga Superbelfrów "Uczniowskie DIY" , gdzie stworzyłam serię 4 artykułów w tym 3 z wypróbowanymi pomysłami na aktywności lekcyjne oparte na idei maksymalnego angażowania ucznia w tworzenie i wykorzystywanie materiałów dydaktycznych.




Jeśli wykorzystujesz pomysły i materiały z niniejszego bloga na szkoleniach, które prowadzisz; na stronie Facebookowej swojej szkoły językowej; publikując ich adaptacje na łamach swojego fanpage'a; oraz w każdej innej formie, zadbaj o to, aby podać źródło w postaci: neuroteaching.blogspot.com


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz