środa, 4 stycznia 2017

NO handout CHALLENGE - miesiąc bez kserówki

Zainspirowana webinarem Anny Popławskiej, który znajduje się tutaj:


i zmotywowana jednym z komentarzy, postanowiłam stworzyć sobie blogowe i realne wyzwanie pod tytułem "NO HANDOUT CHALLENGE". Wyzwanie będzie polegało na tym, że przez cały miesiąc będę prezentowała tylko i wyłącznie pomysły, które nie wymagają żadnego kserowania. Żeby nie było nieporozumień, dodam jeszcze, że absolutnie nie jestem przeciwniczką kserowania ponieważ to nic złego, co argumentuję poniżej. Przyznam, że płynne, bezproblemowe, bezstresowe prowadzenie lekcji bez używania kompletnie niczego to mój szczyt marzeń i nauczycielskiej wirtuozerii, ale na tę chwilę jestem jeszcze na innym etapie. To wymaga jednak zmiany nawyków, co oczywiście jest możliwe, lecz nie tak od razu z dnia na dzień, o czym również pamiętajcie. Wszelkie trendy czy koncepcje, o jakich dowiadujecie się na przeróżnych szkoleniach czy blogach (w tym moim) są jak najbardziej ciekawe,  przydatne i inspirujące, ale myślę, że jeśli decydujecie się na wdrażanie któryś z nich to nie należy wywoływać na sobie zbytniej presji, gdyż wszystko wymaga czasu i metody małych kroczków. Zatem na spokojnie przechodzę do takiego powolnego spacerku prowadzącego do bezkserówkowych pomysłów.






Moja mania kserowania zaczęła się już na studiach, kiedy to mając dostęp do przeróżnych ciekawych materiałów w bibliotece uczelnianej oraz internecie, którego zasoby zaczynały wówczas powoli się rozrastać, zachłysnęłam się ich ilością,  jakością i po prostu tym, że jako uczeń nie miałam okazji "przerabiać" takich fajnych rzeczy. Przypominałam sobie też lekcje w liceum, kiedy to od czasu do czasu dostawaliśmy jakieś ksera, niejednokrotnie z własnoręcznie naniesionymi treściami przez nauczyciela. Z tego, co pamiętam mi i moim rówieśnikom wydawało się to czymś niesamowitym - szczytem nauczycielskiego kunsztu. Kartki w formacie A4, które otrzymywaliśmy jeszcze takie ciepłe prosto z kserokopiarki, wypełnialiśmy z ciekawością i zaangażowaniem, a potem ładnie kolekcjonowaliśmy w teczkach, faktycznie aktywizowały i stanowiły źródło cennej wiedzy. Tyle, że to były lata 90., a teraz mamy już inny wiek :D My, dzieci lat 80. mamy do to siebie, że chcemy wynagrodzić naszym pociechom czy jak się okazuje uczniom to, czego sami nie mieliśmy, i później jest jak jest - za dużo, za często, i kto jest temu winny? Oczywiście dzieci, bo to oni przecież nie chcą, bo to oni marudzą. Warto więc zadać sobie pytanie, czy oni na pewno tego potrzebują, czy to może nasze potrzeby?



Mając te fajne wspomnienia na względzie, z myślą o przyszłości jako studentka, a później jako początkująca nauczycielka, zbierałam więc sporo materiałów z sieci, z książek i innych źródeł, a kiedy dorwałam na dobre komputer, drukarkę, WORD'a i PAINTa oraz dostęp do stałego łącza internetowego, zaczęłam sama tworzyć przeróżne pomoce dydaktyczne z zamiarem stworzenia super bazy kserówek "na potem". Nie pytajcie, co się działo jak wstawiono do pokoju nauczycielskiego kserokopiarkę ... na pierwszej radzie pedagogicznej odbywającej się około miesiąc po udostępnieniu nauczycielom wyżej wspomnianego urządzenia, odczytano moje nazwisko, które widniało na niechlubnej liście "top 10" nauczycieli przekraczających dopuszczalny limit przydzielony każdemu z nas (Na usprawiedliwienie mam to, że akurat zbliżały się próbne matury i egzaminy gimnazjalne więc trzeba było wyposażyć uczniów w odpowiednie narzędzia :) )




No i miałam już zbiór, który niczym wszechświat rozrastał się w nieskończoność - bo ta kserówka jest taka ciekawa i na pewno spodoba się uczniom; bo sama ją zaprojektowałam; bo tak dużo fajnej gramatyki tam zawarłam, a ile przydatnego słownictwa! No i testy - jak fajnie się je projektowało i drukowało - uczniowie przecież będą wniebowzięci :) Przychodziłam na lekcje, uradowana, że takie fajne rzeczy będziemy robić, ale rzeczywistość lekcyjna okazała się brutalna :D Po jakimś czasie, jak tylko uczniowie dostawali te materiały, nie zauważałam oznak radości, wręcz przeciwnie. Byli jacyś ospali, część nieobecna duchem, inna część kompletnie niezainteresowana - dramat. Po zajęciach widziałam kserówki w koszu na śmieci. Wymyślałam sposoby, aby uczniowie ich nie wyrzucali, ale to i tak było poza moją kontrolą. Przyznam, że było mi przykro. "Jak to tak? Tyle godzin projektowania, szukania, kserowania w sąsiednim mieście za własne pieniądze i dźwigania w torbie? A później jeszcze ten gniew dyrekcji za przekraczanie limitu! Przecież to wszystko dla ich dobra." :) Zaczęłam się zastanawiać - gdzie tkwi błąd, coś tu jest nie tak.
 

Wnioski nie przyszły od razu. Wymagało to sporo czasu. A jak już przyszły, to przez kolejne miesiące i lata małymi kroczkami opracowywałam strategie działania antykserówkowego, z różnym skutkiem ponieważ zawsze znajdowała się jakaś wymówka. Kiedy na pierwszych powakacyjnych zajęciach witałam się z uczniami mówiąc, że cieszę się, że ich widzę, jeden z uczniów powiedział mniej więcej coś takiego: "... ale chyba bardziej cieszy się pani z tego, że będą "kseeeeerówkiiii" Dopiero od kilku miesięcy, kiedy dzięki Annie Popławskiej dowiedziałam się jak tak naprawdę może wyglądać technologia na zajęciach i kiedy bardziej świadomie i efektywnie zaczęłam wykorzystywać dostępne narzędzia IT, które mam zapewnione w miejscu pracy, proces redukowania ilości kser przyspieszył. Nie spoczęłam jednak na laurach i nie chcąc być zależną od czegokolwiek tj. technologii, która jak wiemy może być nieprzewidywalna, postanowiłam obrać tryb myślenia i działania, poszerzający mój warsztat o takie umiejętności, które pozwolą mi działać jeszcze bardziej swobodnie, analogowo, nawet bez użycia podręcznika, opierając się tylko i wyłącznie na tym co jest dostępne tu i teraz w klasie. To jest dopiero "challenge".


W tej długiej drodze do osiągnięcia "bezkserówkowego stanu" zdałam sobie sprawę z tego, że:

1. Kserówka z jednej strony pozornie (bo na krótką metę) ułatwia pracę, daje złudne uczucie bezpieczeństwa, pewnego rodzaju spokoju i przekonania, że skoro się ją zaaplikowało uczniom, oni ją uzupełnili, włożyli do plecaka, to znaczy, że jesteśmy "do przodu", bo było to coś dodatkowego, wykroczyliśmy poza program czy podręcznik. Pytanie tylko "do przodu" z czym i co tak naprawdę oni zrobili? Czy rzeczywiście nauczyli się tego, co było celem lekcji? Czy było to praktyczne? Czy ich umiejętności dzięki temu się polepszyły?

2. Z drugiej strony jednak męczy, stanowi pewien balast, nie tylko w formie fizycznej, kiedy nasze szafy zaczynają pękać w szwach i nie wiemy już co i gdzie się znajduje, ale także psychicznym, kiedy musimy przestrzegać limitów, lub co gorsza inwestować własne pieniądze w zakup drukarek, tuszu i papieru, albo korzystać z płatnych punktów ksero.

3. To, że jakiś materiał nawet zaprojektowany przeze mnie wydaje mi się świetny, wcale nie oznacza, że tak będzie odebrany przez uczniów. Jak wspominałam wyżej, warto się zastanowić, czy to jest naprawdę potrzebne? Czy to nie jest przypadkiem nasza potrzeba podyktowana różnymi czynnikami? 

4. Istnieje niebezpieczeństwo, że kiedy przyzwyczaimy uczniów do  kserówek, to kiedy zdecydujemy się na przeprowadzenie zajęć bez ich użycia, uczeń może mieć wrażenie, że coś jest nie tak, że nie ma namacalnego "dowodu" na to, lekcja się odbyła. 

5. Eliminowanie zbyt dużej ilości wykorzystywanych kserówek wpływa pozytywnie na proces delegowania przeróżnych aktywności uczniom, bo uczeń, a dokładniej jego potencjał to najlepsze narzędzie dydaktyczne dostępne na lekcji. Kserówka, nawet ta zaprojektowana samodzielnie przez nas to swego rodzaju "gotowiec", który przez to, że sam w sobie stanowi jakiś szablon, co w mniejszym lub większym stopniu ogranicza aktywność ucznia. Kiedy zredukujemy ilość kserówek, jesteśmy zmuszeni do planowania lekcji tak, aby uzupełnić tę lukę. Wówczas automatycznie wkładamy w tę przestrzeń inne zadania i dobrze jest wykorzystać te warunki do tego, aby to uczeń samodzielnie i bardziej aktywnie zdobywał i wykorzystywał wiedzę, na przykład wdrażając elementy LdL czy "flipped classroom".

6. Jest mnóstwo alternatyw dla kserówki. Obecnie jest tyle kreatywnych podejść dostępnych na wyciągnięcie ręki - wysyp blogów, na których można znaleźć przeróżne pomysły; mnóstwo źródeł, tych technologicznych/wirtualnych (sprzęty, aplikacje, itp.), a także analogowych (dostęp do obcojęzycznej prasy, książek, piosenek, produktów, itp.), które warto wykorzystać w miarę możliwości na lekcjach.

7. Warto pamiętać, że nie każda kserówka, i nie każde kserowanie jest "be".
- trzeba analizować treść kserówki pod kątem aktywizacji ucznia zadając sobie pytanie, czy zawiera zadania twórcze czy odtwórcze
- dobrze jest wydrukować coś, z czego stworzymy zadanie wielokrotnego użytku, takie jak kostki, klocki obklejone obrazkami lub słowami, karty do gry, plansze, karty obrazkowe, karty wyrazowe, itp.
- w sytuacjach awaryjnych, kiedy naprawdę nie mamy możliwości by zastąpić dane zadanie inną formą pracy, z różnych względów, kiedy na przykład po prostu źle się czujemy i taka forma pracy wydaje nam się najdogodniejsza; lub kiedy technologia czy inna koncepcja zawiodła, a my nie mamy żadnego pomysłu;
- kiedy uczeń po prostu potrzebuje kserówki i faktycznie zrobi z niej użytek; niektórzy uczniowie lubią kolekcjonować takie materiały, analizować je, zakładają specjalnie teczki, w których gromadzą tego typu pomoce, zawsze mają je pod ręką, pracują na nich na bieżąco, weryfikują dane informacje, itp.
- kiedy trzeba coś przećwiczyć bardziej technicznie, jak to się dzieje, na przykład, w przypadku zadań egzaminacyjnych, które wymagają wyćwiczenia pewnego trybu myślenia, działania i strategii w danym czasie i za pomocą określonych procedur;
- zdarza się też, że uczeń zapomina podręcznika, a materiał jaki planujemy omówić skupia się na indywidualnej pracy z wykorzystaniem takiego, a nie innego źródła; skserowanie strony lub dwóch dla zapominalskiego ucznia nie spowoduje wielkiej tragedii :) 

8. To, że inni kserują na potęgę, to nie oznacza, że ja czy Ty też musisz, i na odwrót - to że ktoś nie kseruje, to nie znaczy, że ja czy Ty nie możesz; każdy dojrzeje do pewnych decyzji i w dogodnym dla siebie momencie zdecyduje, "co z tą kserówką" :)
 
9. inne ...

A jakie jest Wasze stanowisko? Kiedy używacie kserówek? 
Co na nich jest? 
Jak wyglądają Wasze perypetie z kserówkami w tle?



Zanim opublikuję pierwsze pomysły, a jest ich już troszkę, przekieruję Was do wpisu sprzed kilku miesięcy, kiedy to zamieściłam kilka koncepcji dotyczących ostatecznego rozprawienia się z zalegającymi kserówkami:










5 komentarzy:

  1. Uwielbiam Twój sposób pisania - bardzo przyjemnie czyta się takie posty :) Również cierpiałam na tę chorobę, ale sądzę, że już z niej wychodzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ilono ;) Myślę, że wszyscy przez to przechodziliśmy. Jeśli się mylę to czekam z niecierpliwością aż ktoś się pochwali, że kompletnie nie wykorzystuje kserowania :D

      Usuń
  2. Jako nauczyciel z niedługim stażem pracy (5 lat) nie zdążyłam tak naprawdę dobrze popaść w chorobę kserówkową :) Faktycznie, pierwszy rok mojej pracy zaowocował czterema opasłymi segregatorami wypełnionymi materiałami, z których nigdy nie skorzystałam. Na szczęście szybko odkryłam moc prezentacji ppt. Z zachwytem obserwowałam jak moi studenci ROBIĄ NOTATKI z prezentacji, które im przygotowałam, jak PRZEPISUJĄ zdania z ćwiczeń, które też były na slajdach. To było super. Teraz wydaje mi się, że jestem gdzieś pośrodku: korzystam z ksero sporadycznie, nadal używam prezentacji, a każdy z moich studentów ma podręcznik, który jest naszym podstawowym narzędziem. Dużo rzeczy robię na tablicy. Odkryłam, że "tak można" kiedy nie było prądu i nie mogłam skserować tego, co zaplanowałam ;) Lekcję, na której każdy miał dostać dwustronną kserówkę, przeprowadziłam tak naprawdę bez większych zmian :) Niedawno zdarzyło mi się zrobić nawet test ze słownictwa bez kserowania... ;) Skorzystałam z Kahoota :D Grupa była zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :) Dziękuję za wiadomość :) Podziwiam, że masz odwagę, aby iść pod prąd, swoją ścieżką :)

      Usuń
    2. Dziękuję za miłe słowa :) Staram się, jak mogę! :)

      Usuń