niedziela, 1 stycznia 2017

JAKIM NAUCZYCIELEM CHCIAŁABYM BYĆ = JAKIEGO NAUCZYCIELA CHCIAŁABYM MIEĆ



Koniec roku dla wielu z nas może być okazją do podsumowań, wyciągania wniosków, a nadchodzący Nowy Rok to z kolei symboliczna szansa na stworzenie nowych postanowień, wprowadzania zmian, modyfikowania tego, co nie sprawdziło się w poprzednim. Ja tego nie robię -  nie chcę, nie lubię, a może też nie potrafię. Natomiast czas do refleksji i planowania mam zawsze ‘tu i teraz’, robię to na bieżąco – nie jestem w stanie nadać tym procesom dłuższych ram czasowych. Dla mnie życie zawodowe czy prywatne jest ciągłym nieprzerwanym procesem złożonym z przeróżnych ciągów przyczynowo-skutkowych, którego nie potrafię poszatkować na kawałki. 


Postanowiłam, że pobawię się w postanowienia i zrobię mały wyjątek zamieszczając „niepomysłowy” wpis, za pośrednictwem którego przekażę Wam kilka informacji wyjaśniających, o co właściwie chodzi w tym moim blogu.   




Chcę przy okazji podziękować za zaufanie jakim mnie obdarzyliście bo to właśnie o zaufanie chodzi – nie o lajki, nie o komplementy czy okrzyki zachwytu, co oczywiście jest miłe, ale niekonieczne, gdyż tego nie oczekuję i nie bardzo potrafię na to zareagować. Najważniejszą rzeczą natomiast jest to, że rozwiązania jakie Wam proponuję inspirują Was do działania i za Waszym pośrednictwem docierają do Waszych uczniów, przez co zarówno ich nauka jak i Wasza praca chociaż w małym stopniu staje się przyjemniejsza, łatwiejsza i ma większy sens, bo takie właśnie wnioski nasuwają mi się po tym, jak otrzymuję od Was optymistyczne wiadomości.


JAKIM NAUCZYCIELEM CHCIAŁABYM BYĆ 
JAKIEGO NAUCZYCIELA CHCIAŁABYM MIEĆ


Motywacją do tego wpisu były pytania jakie otrzymuję od czytelników, dotyczące tego, czy moje zajęcia zawsze wyglądają tak jak na blogu: „Aniela, czy Twoje zajęcia zawsze wyglądają tak, jak na blogu?”, „Czy Twoje lekcje zawsze zawierają takie „WOW!”? Odpowiem krótko  ‘nie’ - nie, bo nie myślę tymi kategoriami, to nie te kryteria mną kierują i to nie jest cel moich lekcji. To co dzieje się na blogu to jedynie kawałek, mały element tego, co dzieje się na zajęciach i tego jak postrzegam swoją rolę jako nauczyciela. To, co widać to zazwyczaj pomysły na jakieś ćwiczenie, zadanie wprowadzające lub utrwalające daną sprawność językową. Jest ono częścią pewnej całości, sekwencji różnych czynności, pomysłów i informacji. W pewnym sensie są to pomysły wyrwane z szerszego kontekstu i tylko w nim mają pełne znaczenie. W poście na blogu nie widać tu energii, nie ma tu uczniów, nie ma tu atmosfery, reakcji, działań, emocji, nie ma też błędów jakie popełniam, nie widać potknięć, które jak najbardziej się zdarzają, i wielu innych rzeczy jakie składają się na 

spotkanie nauczyciela z uczniami  
  
czy tez uczniów z nauczycielem.

Mimo niedociągnięć i własnych ograniczeń, z których zdaję sobie sprawę, zawsze kieruje mną najważniejsza myśl, mianowicie to, że moi uczniowie to 

goście’ 

i staram się ich ‘ugościć’ najlepiej jak w danej chwili potrafię dysponując aktualnie posiadaną wiedzą, doświadczeniem i zasobami. Dążę do tego, aby stworzyć dla nich i siebie przyjemną, przyjazną przestrzeń sprzyjającą zarówno ich jak i mojemu rozwojowi, w której możemy swobodnie działać, uczyć się od siebie nawzajem. W tej przestrzeni chcę ich ‘poczęstować’ tym, co sama przygotowałam specjalnie dla nich – nie dla programu, nie dla dyrekcji, nie dla kogoś kto hospituje, nie dla komisji kwalifikacyjnej, itp. Dla nich, bo są ważni i chętnie się z nimi spotykam, bo wprowadzają do mojego i swojego wzajemnego życia sporo dobrego. Chcę, żeby uwierzyli w to, że są wartościowi, że wiedzą i potrafią dużo, i mogą wiedzieć i umieć o wiele więcej, a lekcje z nimi są fajne bo to oni są fajni. Nie oczekuję w zamian niczego poza zaufaniem, które dostaję i doceniam starając się ich nie zawieść. Staram się też z całych sił, aby nie przenosić do mojej klasy frustracji, złości i różnych negatywnych  emocji czy zachowań spowodowanych nauczycielską rzeczywistością - przechodziłam to, co każdy z nas, niesamowity stres związany z wymaganiami i oczekiwaniami wszelkiej maści ze strony uczniów, rodziców, innych nauczycieli, dyrekcji i instytucji, które są nierzadko sprzeczne ze sobą; niskie płace na starcie, ogrom pracy papierkowej, brak czasu na cokolwiek innego niż praca, kompletna dezorientacja i strach przed tym jak sobie poradzę w obliczu różnych wyzwań. Jest mnóstwo ograniczeń związanych z czynnikami zewnętrznymi, ale też wewnętrznymi takimi jak moja osobowość, wiedza, umiejętności, i inne, ale nie chcę, żeby one ograniczały uczniów.


 Nie wprowadzam podziału na lekcje typu z „ wow” i lekcje bez „wow” tylko na  

lekcje z sensem 

lub bez sensu, których rzecz jasna unikam. Nie dostrzegam w tym co robię niczego spektakularnego. To jest moja codzienność. Robiłam tak już na studiach i robię tak nadal, tylko, że dzisiaj mam większą wiedzę, większe doświadczenie, inne narzędzia i możliwości, ale motyw przewodni nigdy się nie zmienił. Zaangażowanie i poziom motywacji też nie. Tak jak czuję, tak robię. Nie chcę prowadzić zajęć byle jak, podobnie jak każdy z nas nie chce mieć, robić i żyć w bylejakości, bez wartości – nie chcę z kimś rozmawiać byle jak, nie chcę nawiązywać byle jakich relacji, nie chcę byle jak się ubierać, byle jak gotować, itd. To nie prowadzi do niczego wartościowego. Co więcej sami oczekujemy jakości w każdej sferze życia, czujemy się zwiedzeni, kiedy ktoś potraktował nasze potrzeby niepoważnie, więc wydaje mi się, że najpierw trzeba jakość dać, pokazać, że można ją tworzyć, niekoniecznie identycznie jak ktoś inny, ale po swojemu, według swoich wartości i przekonań,  a później tego wymagać od innych. Tym bardziej pełniąc tak odpowiedzialne stanowisko i mając pod swoją pieczą tak ogromną ilość młodych ludzi, na których chcąc nie chcąc mam ogromny wpływ, i chcę to wykorzystać jak najlepiej potrafię, aby zarówno moja praca jak i ich wysiłek nie poszły na marne. 


Staram się opierać swoje nauczycielskie działania na zrozumieniu, budowaniu pozytywnych relacji i  

empatii.

Mocno wierzę, że to punkt wyjściowy do każdego rodzaju współpracy z drugim człowiekiem. Aby wyjaśnić swoją postawę i pojmowanie zawodu nauczyciela, często porównuję go do innej, ale bardzo bliskiej nam wszystkim branży zadając następujące pytanie: czy ktokolwiek z nas idąc do lekarza, szukając pomocy, porady i zrozumienia, nie otrzymując tego, czego oczekujemy, czuje się usatysfakcjonowany tłumaczeniem: „Nie mam czasu.”, „Bo ordynator kazał.”, „Bo takie są procedury.”, „Bo takie są terminy.”? Na pewno nie jeden z nas czuł tę bezsilność w obliczu podobnych sytuacji, w których jesteśmy kolejnym numerkiem na liście w kolejce; kiedy stoi przed nami mur obojętności i kiedy czujemy się zbywani, nieważni, mimo iż dla nas samych sprawa, z którą przychodzimy jest bardzo poważna i ważna. Podobnie jest z relacjami na poziomie nauczyciel-uczeń i nie tylko tam, bo identyczne zależności obowiązują na poziomie nauczyciel-rodzic, nauczyciel-dyrekcja i wszelkich innych poziomach i relacjach. 



Moje lekcje od technicznej strony to dosłownie 

„moje lekcje” 

ponieważ lubię je tworzyć samodzielnie od A do Z, jednym słowem – wracając do metafory – wolę upiec samodzielnie ciasto dla gościa niż kupować gotowca w sklepie. Czyż nie milej jest jeśli pani domu ugości nas własnym wypiekiem niż tym z paczki z supermarketu? Moja sala lekcyjna, bez względu na to czy pracuję w realiach szkoły państwowej czy prywatnej, to mój ‘pokój gościnny’ i mam wpływ na to, co tam się dzieje. Są w nim też zasady współpracy przedstawiane nie w formie regulaminów czy wytycznych, ale poprzez przykład – uczniowie bacznie obserwują to, co i jak robię, widzą jak się zachowuję, jak ich traktuję, jak z nimi współpracuję, czy to, co mówię przekłada się na działania i odpłacają tym samym. Tak ‘zaopiekowany’ gość chce ponownie przychodzić na zajęcia, bo nie tylko czuje się doceniony, ale wie, że to, czego się uczy jest praktyczne i przydatne, przez co nie ma poczucia zmarnowanego czasu. Ważna jest też moja obecność ‘tu i teraz’, autentyczne zainteresowanie tym, kim jest uczeń, czym się pasjonuje, co przeżywa, jak się czuje.  Kwestie techniczne „czy lepsze dobble czy może czytanka z podręcznika, a może klocki” to sprawy drugorzędne.

To jak wykorzystam możliwości jakie mam zależy ode. Dlatego przychodzę do szkoły budować i umacniać mój sens, który sama tworzę; z ciekawością, z radością, nie z przymusu czy po to by wypełnić przykry obowiązek. Tylko ja mogę o to należycie zadbać. Owszem zdarzają się trudne dni, niesprzyjające sytuacje, przeszkody; są emocje, nerwy, bezsilność, smutek, ale to też dużo uczy, i trzeba przyjąć do wiadomości to, że to nieodłączna część procesu uczenia się, bo nadal jestem też uczniem. Dzięki temu mogę udoskonalać swoje lekcje, wyciągać wnioski, weryfikować narzędzia, i podejścia.  Parafrazując pewne internetowe powiedzonko, „dzisiaj wiem, umiem i rozumiem więcej niż wczoraj, ale mniej niż jutro”.


Popełniam też różnego rodzaju  

błędy,

a najwięcej popełniłam ich kiedy powielałam zachowania i podejścia innych, podważając tym samym własne wartości, bo w jakiś sposób nie do końca w nie wierzyłam ponieważ wydawało mi się, że inni, bardziej doświadczeni stażem i wiekiem mają bezsprzeczną rację. Nie porównuję siebie ani swoich metod pracy do innych – to zgubne. Natomiast wiem, że warto czerpać i inspirować się tym, co wartościowe. Za każdym razem kiedy coś mi wychodzi lub nie dokonuję autorefleksji. Nie widzę sensu w zrzucaniu winy na innych, na ustawy, na rozporządzenia, na dyrekcję, na koleżankę z pokoju nauczycielskiego czy tym bardziej na ucznia. Szukałam przyczyn gdzieś indziej czyli w sobie, tj. w braku odwagi, braku wiedzy, którą trzeba ustawicznie uzupełniać, w błędnym stereotypowym sposobie myślenia i zachowania. Nieudana lekcja czy jakieś zadanie, które okazało się ‘niewypałem’, widocznie było źle skonstruowane, źle dostosowane i przeprowadzone. Być może wystarczy zmienić jakiś element i będzie w porządku, a być może całkiem zmienić podejście. Powrócę tu do metafory ‘gościa w moim salonie’, którego chcę poczęstować ciastem, które mu nie smakuje lub zawiera jakiś uczulający go składnik, nie obwiniam go o to, że nie chce go zjeść lub o to, że zareagował na nie w nieprzychylny sposób. Zamiast tego, jak najszybciej szukam przyczyn w procedurze, składnikach, kolejności ich mieszania, a przede wszystkim pytając gościa, co lubi i może jeść, aby wiedzieć czym poczęstować go następnym razem. Wszystko odbywa się na zasadzie prób i błędów – coś co funkcjonuje w środowisku X niekoniecznie sprawdzi się w środowisku Y, dlatego też lubię tworzyć różne materiały i koncepcje, dostosowując je to tego, jakich obecnie mam uczniów i co przyda im się w życiu. Uwielbiam obserwować i wyciągać wnioski. Jeśli coś nie działa to do oporu szukam innego rozwiązania, aż w końcu zadziała.


Dostrzegam wszędzie różne
  
inspiracje, 

nie jestem zamknięta, przynamniej staram się nie być na coś co jest innego, odmiennego niż to, co robię na co dzień czy jak myślę.  Dzięki temu jest łatwiej funkcjonować jako nauczyciel, który ma do czynienia ze sporą liczbą osób w różnym wieku, z różnymi przekonaniami, różnymi postawami. Wtedy można pozwolić uczniom na większą swobodę w działaniu, myśleniu i zapewnić im bezpieczne warunki do rozwoju. Nie jest to łatwe w 4 ścianach klasy, która jakby nie patrzeć zawsze jest swego rodzaju inkubatorem, w którym trudno stworzyć i odtworzyć warunki panujące w realnym życiu, ale warto się postarać.


Cieszę się najmniejszymi rzeczami i potrafię dostrzec coś  

wartościowego

gdzie pozornie niczego nie ma. Na pewno znacie kilka pomysłów jakie proponowałam na łamach bloga z użyciem papieru toaletowego. Może to dziwnie zabrzmi, ale w takim papierze, który wiadomo do czego służy i z czym się kojarzy, można dostrzec coś więcej  i dopatrzeć się ogromnego potencjału. Dlatego  staram się wyłączyć ocenianie i szablonowe myślenie, włączyć docenianie, bo tylko wtedy jestem w stanie dostrzec w każdym z uczniu różne niesamowite rzeczy i zrozumieć go, cieszyć się jego mniejszymi lub większymi sukcesami.



W szkole spędziłam już 26 lat – ponad jako uczeń później jako nauczyciel. Mimo, że obecnie zmieniłam  

perspektywę

i rolę w edukacyjne machinie, nigdy nie zapominam o tym pierwszym etapie przez co łatwiej jest mi jest zrozumieć to, co przeżywa i jak zachowuje się uczeń. Co więcej wiem, że to co zasieję teraz, przyniesie plony w przyszłości,  a czy będzie to urodzaj czy nieurodzaj to też zależy ode mnie. Rozpatruję też swoje zachowania i ich konsekwencje w kontekście ich skutków w przyszłości zadając sobie pytanie, czy to w jaki sposób traktuję teraz ucznia, jest sposobem w jaki chciałabym być traktowana kiedyś przez niego kiedy za 10, 20, 30 lat przyjdzie mi spotkać go ponownie, tylko, że tym razem w innej relacji, na przykład, pacjent-pielęgniarka lub jakiejkolwiek innej, w której to ja będę tą bardziej zależną stroną, która potrzebuje i oczekuje zrozumienia wsparcia i pomocy? Czy będę mogła liczyć na zwyczajne „dzień dobry” kiedy przypadkiem spotkam go na ulicy?

Taka mniej więcej jest moja perspektywa - nie jest ani najlepsza, ani najgorsza, bo takich kryteriów uważam nie powinno się stosować. Podobnie i Wasza jest jak najbardziej w porządku bo ona związana jest z Waszym osobistym sensem, celem, uwarunkowaniami w jakich żyjecie i funkcjonujecie jako nauczyciel i ogólnie człowiek. Sytuacje, w których czyjś sens jest podobny lub zbieżny z sensem kogoś innego są niesamowite, ale to nie oznacza, że tak być musi - inny sens jest też fajny. Zdaję sobie sprawę, że dzisiejsze realia nierzadko "bezsensowne" nie są zbyt sprzyjające odnajdywaniu sensu dlatego jestem ciekawa jaki jest Wasz sens. Jak o niego dbacie? Jak go bronicie? Czy musicie o niego walczyć? Czy inni go szanują? Czy macie warunki do tego, aby go w ogóle mieć? 


Wracając jeszcze do kwestii bloga i zamieszczanych na nim pomysłów – podobnie jak swoich uczniów traktuję też i Was, 

czytelników.

Jesteście moimi gośćmi, którym chcę dać to, co mam najlepszego, to co sprawdza się u mnie i sprawia, że jest łatwiej, przyjemniej i efektywniej, z nadzieją, że komuś z Was to pomoże. Chcę też przekazać bardzo ważną informację, mianowicie to, że możecie wiele, że warto się odważyć i zrobić inaczej niż otoczenie,  że też jesteście kreatywni, tylko każdy z Was inaczej to manifestuje.  Nie istnieje podział na lepszą czy gorszą kreatywność, a przynajmniej nie będzie istniał jeśli porzucimy kategorie oceniania i porównywania według sztywnych kryteriów, a wdrożymy kategorie doceniania uczniów i siebie względem własnych możliwości i potencjału.
  

I tego Wam życzę nie tylko w Nowym Roku, ale w każdy dzień nadchodzących lat w zawodzie. Odwagi do uwolnienia własnej kreatywności mimo niesprzyjających warunków. Abyście nigdy nie zapomnieli, dlaczego jesteście nauczycielami i abyście zawsze odnajdowali sens w tym co robicie i mieli na względzie tych, dla których to robicie. A przede wszystkim życzę Wam wszystkiego, co po prostu daje Wam szczęście :)

Anielka :)  


6 komentarzy:

  1. Super wpis! Myślę, że wszyscy chętnie poczytają, jeżeli zdecydujesz się na więcej takich. Raz na jakiś czas ;). Szczęśliwego całego nowego roku! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Marysiu. Wzajemnie - wszystkiego naj naj w każdym aspekcie Twojego życia ;) Dziękuję - raz na rok taki wpis wystarczy :D Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. No nie dokładnie takich samych, ale z tych "niepomysłowych" ;)

      Usuń
  2. Super wpis! Myślę, że wszyscy chętnie poczytają, jeżeli zdecydujesz się na więcej takich. Raz na jakiś czas ;). Szczęśliwego całego nowego roku! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoje wpisy czytam zawsze jednym tchem z ogromnym zaciekawieniem co będzie dalej. Fajne jest to, że wychodzisz poza pewne ramy, narzucone nam nauczycielom przez tych 'z góry'. Super wiedzieć, że są nauczyciele, dla których praca nie jest przykrym obowiązkiem, a satysfakcją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A powiem Ci, że dzięki naszej rozmowie będzie materiał na kolejny wpis ;)

      Usuń